Category Archives: Zrób to sam- nie kupuj!

Chutney z rabarbaru i pomarańczy

Chutney okazało się być bardzo wdzięcznym dodatkiem do sosów i przystawek, co skłoniło mnie do zrobienia jego kolejnego rodzaju. Początkowo miało to być chutney z przepisu Nigelli ale jak to bywa często, w tak zwanym międzyczasie koncepcja uległa zmianie i moje chutnej z tym z „Jak być domową boginią” łączy rabarbar. Ponieważ pomarańcza zdominowała jego smak uznajmy iż jest to chutney pomarańczowo- rabarbarowe 😉

Czas przygotowania- 3 godziny

Potrzebujesz

  • 1 czerwoną cebulę
  • spory kawał świeżego imbiru
  • 1 szklankę octu winnego
  • pół szklanki rodzynek
  • 0,5 kg rabarbaru
  • 1 pomarańczę
  • 1 papryczkę chili
  • 4 ząbki czosnku
  • przyprawy woda i cukier

 

Rabarbar i cebulę obierz i pokrój w kawałki- nie istotne jakie i tak na koniec wszystko zmielimy. Pomarańcze pokrój w kawałki ze skórką.  Imbir obierz i razem z czosnkiem i papryczką chili potraktuj moździerzem. Wszystko razem wrzuć do gara- zalej octem i wodą (cieczy musi być na co najmniej 3 palce ponad pozostałe składniki), zasyp cukrem i przyprawami, dodaj rodzynki. Gotuj około 2 godzin. Natępnie potraktuj melakserem i gotuj kolejną godzinę. Gorące chutney rozlej do słoików, zakręć i postaw dnem do góry.

 

Chutney z mango

Potrzebowałam posiadać 3 łyżki chutney i postanowiłam go wykonać. Za podrzucenie przepisu dziękuje Malince (która bloga jeszcze nie ma ale już niedługo miała będzie ;)) oraz Dupci– z dwóch przepisów wybrałam ten Malinkowy i wyszedł idealny taki jaki potrzebowałam (a do czego dowiecie się niebawem;))

Przepis na chutey znajdziecie TU 😉 Mój został nieco zmodyfikowany, ale naprawdę ciut ciut 😉

Czas przyrządzenia potrawy;

  • przygotowanie składników- 15 min
  • gotowanie chutney- 1 godzina

Razem- 75 min

Potrzebujesz;

  • 2 spore owoce mango
  • 1 szklankę octu winnego z wina białego
  • 4 ząbki czosnku
  • 6 ziaren pieprzu
  • 1 papryczka chili
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżeczka kurkumy
  • 1 gwiazdka anyżu
  • 3/4 szklanki cukru
  • garść rodzynek

Czosnek, papryczkę chili, kurkumę i 2 łyżki octu utrzyj w moździerzu lub melakserze. Mango obierz o pokrój w kostkę. Wrzuć do garnka razem z przed chwilą roztartymi składnikami oraz tym co zostało jeszcze nie wykorzystane.  Doprowadź do wrzenia i cały czas mieszając gotuj na wolnym ogniu około godziny. Następnie przelej do słoiczków, szczelnie zakręć i odwróć do góry dnem- jeśli wlejesz jeszcze gorące chutney dekielki ładnie się zassają i twój przysmak przetrwa dłużej 😉

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Marcepanowe praliny

Praliny powstały przypadkiem przy przypadkowym odkryciu przepisu na marcepan- chciałam zrobić masło migdałowe i chyba coś zrobiłam nie tak 😉 Wiele mądrych rzeczy powstało całkowitym zbiegu różnych okoliczności więc nie ma co się dziwić że i w kuchni bywają takie wypadki. Lubisz marcepan i chcesz samodzielnie zrobić takie praliny- przygotuj

Migdały zmiel w malakserze razem z cukrem. Dodaj olej i mleko- i już!

Masa na początku może być za klejąca- ja moją wsadziłam na noc do lodówki- stała się bardzo plastyczna. Z masy formuj placki, na każdy połóż po 1 migdale i zawiń formując kulkę. Przyozdób  praliny według uznania- ja użyłam gorzkiej czekolady i kokosow 😉

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Domowe batoniki musli

Dzisiejszym przepisem chcę uczcić istnienie programu „Wiem co jestem”. Jest to ogromna skarbnica wiedzy dla ludzi leniwych, którym nie chce się szperać w książkach czy internecie 😉 Bazana przepis na batony pochodzi właśnie z ostatniego programu tej serii;)

potrzebujesz;

  • 1 puszkę słodzonego mleko kondensowanego
  • 1,5 szklanki musli (u mnie egzotyczne)
  • 0,5 szklanki rodzynek
  • 1 szklankę wiórek kokosowych
  • 200 g pestek dyni

A teraz; wszystko wymieszaj 😉 Wyłóż na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i upiecz na złoto. U mnie trwało to 40 min w 170 stopniach. Trochę bardziej spiekł się placek od spodu ale ja mam gazowy piekarnik typu EVA 1 więc nie ma co się dziwić.

W smaku lepsze niż kupne batoniki! Ja samodzielnie na pierwszy rzut pożarłam pół blachy!

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Domowe masło orzechowe

O fakcie możliwości samodzielnego zrobienia masła orzechowego poinformowały mnie Malinki mówiąc, że to cudny twór. Ja jako amatorka masła orzechowego wpisałam je od razu na listę „zrobić koniecznie niebawem” która jest niezmiernie długa. Zadziało się jednak tak że zapragnęłam podczas filmu zajadać się słonymi orzeszkami ziemnymi, które kupiłam w niezmiernie niskiej cenie 4 zł za kg. Orzechy okazały się nie słone a ich ilość przerosła mnie zdecydowanie!

Padło więc na przerobienie ich na masło orzechowe!

Potrzebujesz;

  • 0,7 kg orzechów
  • 3 stołowe łyżki oleju arachidowego (nie martw się że jest on drogi- będziemy go używać ale nie aż tak często jak rzepakowego)
  • sól

Orzechy podsmaż na oleju. Jeszcze gorące wrzuć do melaksera i dolewając po łyżce oleju przez komin zmiel na jednolitą masę. Pod koniec dodaj sól. Gotowe 😉

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Cukier anyżowy

Anyż to przyprawa podobnej kategorii co kminek czy cynamon- jest wiele osób na tym świecie, które go nie lubią. Jako dodatek do deserów czy dań orientalnych nieco anyżu sprawdza się znakomicie! Dziś proponuję Wam samodzielne wykonanie takiego właśnie dodatku! Ponieważ nie używa się go za dużo i służy raczej jako dodatek, a nie baza (np do bitej śmietany, dodaję tylko łyżeczkę aby deser nabrał zapachu) ja trzymam go w malutkim słoiczku systematycznie uzupełniając zawartość cukru.

Potrzebujesz;

  • 5 gwiazdek anyżu
  • 1 mały słoik białego cukru

Gwiazdki zanurzasz w słoiczku z cukrem. Zakręcasz. Proste i gotowe 😉

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Cukier waniliowy

Robię go od paru miesięcy, ale nie wpadłam na to, aby dodać go na bloga, więc robię to teraz. Przepis prosty!

Potrzebujesz;

  • 1 laskę wanilii
  • 1 słoik cukru- ja używam trzcinowego- Ty możesz jakiego chcesz

Laskę wanilii zanurzamy w cukrze przesypanym do słoika i zamykamy. W miarę ubywania- cukier dosypujemy. Warto co jakiś czas wstrząsnąć słoikiem aby aromat wanilii rozprzestrzeniał się równomiernie. Ja dziś dorzuciłam kolejne pół laski wanilii. Poprzednią pozostawiłam w słoiku bo jeszcze troszkę pachnie 😉

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Pomarańcza w cytrynowej zalewie

Pomarańcza w cytrynowej zalewie.

To dość prosty przetwór, który możemy dodawać do herbaty, ciast i ciasteczek. Wykonanie go jest dość czasochłonne i jak to w moim przypadku bywa- na oko. Zrobiony pod wpływem kolegi Marka, który chwalił cytrynę w zalewie dodaną mu do herbaty. Ponieważ przepisu nie posiadałam postanowiłam posiłkować się przepisem zawartym tu. W ostateczności wyszło jednak coś całkiem innego.

 

Potrzebujesz;

  • 4 cytryny
  • 2 pomarańcze
  • 0,7 litra wody
  • 1szklanka brązowego cukru

Cytryny dokładnie szorujemy i poddajemy niżej opisanemu tajemniczemu pogańskiemu obrządkowi 😉 Coby się zadziało gdyby nie wykonać tego obrządku… nie mam pojęcia ale wolę nie ryzykować.

Wyszorowaną cytrynę wkładamy na 24 godziny do zimnej wody, następnie odcedzamy, gotujemy w nowej wodzie 30 min, odcedzamy, zalewamy zimną wodą i odstawiamy na kolejne 24 godziny- po tym dość czasochłonnym rytuale przechodzimy do sedna.

Z wody i cukru robimy syrop– czyli na wolnym ogniu podgrzewając wolno łączymy oba składniki. Dodajemy do niego pokrojoną w kostkę cytrynę (wcześniej przygotowaną jak powyżej) i na wolnym ogniu gotujemy 1,5 godziny. Następnie miksujemy całość w melakserze i zpowrotem wrzucamy do garnka.

Pomarańcze szorujemy i kroimy w plastry. Następnie wrzucamy do cytrynowej zalewy i powoli gotujemy ok 30 min. Po zmiksowaniu moja cytrynowa zalewa znacznie zgęstniała, więc dolałam szklankę wody.

Plastry pomarańczy układamy w słoiku i zalewamy syropem. Odstawiłam do góry dnem aby pod wpływem ciepła zassało dekielki.

Marku- mam nadzieje że zawitacie do mnie całkiem niedługo i będę mogła poczęstować Was moją cytrynową zalewą do herbaty 😉

Domowa sól ziołowa

Zastój na blogu spowodowały dwie rzeczy:

1) urlop i wyjazd w piekne polskie Tatry

2) połamany czytnik kart w aparacie 😦

Do puki więc nie zakupię nowego, do puty wpisów będzie mało i nie będą one opatrzone fotkami- wszystko nadrobię hurtem jak tylko zmobilizuję się do zakupu czytnika! Słowo BaBki Pożeraczki!

Pomysł na przepis na sól ziołową przyszedł mi do głowy niespodziewanie gdy zobaczyłam przepis na cukier waniliowy własnej roboty. Oczywiście od razu wykonałam swój własny cukier z resztki posiadanej przeze mnie laski wanilii wg. http://paranojepodniebienia.blogspot.com/2011/08/cukier-waniliowy.html.

Zmiana, której dokonałam (ze względu na mniejsza ilość wanilii) to rozcięcie laski wzdłuż.

Jot_em poddała mi tym sposobem pomysł na stworzenie soli ziołowej. Ponieważ preferuję zioła świeże, suszonych w domu mam niewiele (wykonane z ziół świeżych wysuszonych na blaszce i pokruszonych do słoika)- na początek myślę, że tyle wystarczy. Do kolejnej produkcji jednak już ścięłam zioła i suszę XD

Do słoika wsypałam pół szklanki soli, do okrągłego zaparzacza do herbaty (taki na łańcuszku) wsypałam ususzoną bazylie, oregano, pietruszkę i koperek. Zakopałam kulkę w słoiku i tak będę trzymała, aż sól się nie zostanie zużyta do gotowania 😉 Zioła suszone samodzielnie są intensywniejsze niż kupione w paczkach myślę więc, że już w przyszłym tygodniu będę mogła mojej soli używać XD. Swoją drogą jakie to proste i inspirujące!

Obiecuję w najbliższym czasie uzupełnić o zdjęcia!

Ogórki małosolne

Droga do zrobienia moich ogórków była długa.

Jakieś 3 tygodnie temu kupiłam ogórki- 2,50zł za kg- pomyślałam- Toż to promocja! Zrobię małosolne!

Okazało się, że nie posiadam w domu żadnego dużego słoika- wszystkie wywiozłam do rodziców tydzień wcześniej-pomyślałam- nie będę kupowała słoików! Co to to nie!

Ogórki sprzed 3 tygodni zjedzone już dawno.

Słoik zakupił ktoś inny.

Ja zrobiłam ogórki, a zrobiłam o tak:

Na słoik 5 litrowy zagotowałam 4l wody z 4 łyżkami soli- po łyżce na każdy litr.

Ogórki ładnie wymyłam.

Włożyłam do słoika przekładając co jakiś czas czosnkiem, liśćmi drzewa wiśni i czosnkiem (całe ząbki bez obierania)- z młodości pamiętam, że daje się też korzeń albo liście chrzanu, ale niestety nie posiadam.

Zalałam ostudzoną wodą z solą. I już? I już! teraz trzeba poczekać 3,4 dni.

Jest wiele szkół robienia ogórków– zalewania gorącą wodą, nacinanie końców ogórków- moja stara mamcina metoda jest sprawdzona i bardzo dobra. Kuchnia dla opornych- bez porażek ;D

Otagowane