Category Archives: Chleby/ chałki

Paj cebulowy z „Jak być domowa boginią” Nigelli Lawson

 

Na  Paj miałam ochotę od chwili gdy dostałam tę książkę.  W głowie miałam obraz jakiegoś niesamowicie smacznego i sytego dania. Wiele się nie pomyliłam- Paj Nigelli jest smaczny i syty- domownikowi smakował a to najważniejsze. Z jakiegoś powodu nie rozkochał mnie on w sobie. Przepis na samo ciasto chowam jednak do „szuflady” – przyjdzie czas i je wykorzystam 😉

Czas przygotowania; 1 godzina 15min

  • 5 min pokrojenie cebuli
  • 30 min- usmażenie cebuli
  • 40 min pieczenie

 

Potrzebujesz;

  • 4 cebule czerwone
  • 50 g sera zółtego

Na ciasto

  • 1,5  szklanki mąki
  • 100g sera żółtego
  • 40 g roztopionego masła
  • 1 łyżka oliwy
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 jajo
  • 1 łyżeczka musztardy
  • 100 ml mleka

Cebulę pokrój w kostkę i duś przez 30 min. Dopraw pieprzem i sola- lub czym chcesz!

Mąkę wymieszaj z solą i proszkiem do pieczenia oraz startym serem żółtym. Do mleka dodaj rozbełtane jajo i musztardę- dokładnie połącz. Następnie dodaj masło i dokładnie wymieszaj. Miksturę połącz  z suchymi składnikami i wyrób ciasto. W przepisie Nigelli było znacznie mniej mąki- moje ciasto jednak pochłonęło jej aż tyle.

Cebulę przerzuć do tortownicy (lub jeśli masz blaszki do robienia Paji ;)) posyp 50 g startego żółtego sera, przykryj ciaste rozwałkowanym na wielkość blaszki. Dokładnie je przyciśnij!

Nigella piekła całość 25 min mi zajęło to 40 min na największych obrotach piekarnika – ok 220 stopni.

Radzę Ci zrób ten Paj- smakuje poprawnie, acz nie oszałamiająco.

Zdjęcia ostatnio jakościowo kiepskie z wielu przyczyn. Po 1 brak mi czasu, po 2 brak mi miejsca (robimy szafę w korytarzu więc jej zawartość leży w całym mieszkaniu- szafa okazała się mieścić zaskakująco wiele rzeczy), po 3 brak mi  wsparcia- nie jest ze mnie urodziny fotograf i aranżer potraw niestety i wiele czasu (którego nie mam) zajmuje mi dojście do ostatecznego ustawienia kompozycji którą widzisz na blogu. Pogoda też i niesprzyjający przesiadywaniu w domu bo pięknie na dworze, a ja kocham rower, bieganie, wspinanie. Miejsca niedługo będzie więcej, czasu mam nadzieje też a siłę i wsparcie mam nadzieje znajdę w sobie 😉

A jutro… Placek Walijski- mam zamiar „kuchenną boginię” ugotować cała 😉

This slideshow requires JavaScript.

 

Chałka drożdżowa z rodzynkami i słonecznikiem

Kategoria „chałki” jest na Pożeraczce od zawsze- nigdy nie zdążyłam jej jednak umieścić- znika jeszcze ciepła po upieczeni. Tą udało się uratować bo zrobiłam ją wczorajszego wieczoru i objedzeni świątecznymi potrawami nie mieliśmy na nią  siły (chociaż połowę i tak pożarto).

Przepis jest niezawodny i prosty

Czas przygotowania; 3 godziny (w tym 1,5 godziny wyrastania ciasta )

Potrzebujesz

  • 1/2 kg mąki (pół na pół pszenna i razowa)
  • 5 dag drożdży ( ja dałam tym razem troszkę mniej- tyle się ostało w lodówce)
  • 1 szklanka mleka
  • 2 żółtka
  • 10 g masła
  • 1 szklanka brązowego cukru
  • 1/2 szklanki rodzynek
  • 1/4 szklanki słoneczniku
  • białko do posmarowania chałki

Mleko podgrzej, rozrób z nim 2 łyżeczki cukru i drożdże dodaj 4 łyżki mąki pszennej- odstaw na 30 minut.  Wyrośnięty zaczyn wymieszaj z resztą mąki, cukru, żółtkami i masłem. Wyrób ciasto i odstawę na godzinę do wyrośnięcia. Następnie dodaj rodzynki i słonecznik. Ciasto podziel na 3 równe części, zrób z każdej wałek następnie połącz w warkocza. Włóż drożdżowego warkocza do wyłożonej papierem do pieczenia keksówki. Ja piekłam około 1,5 godziny w 160 stopniach ale tobie zajmie to zapewne mniej czasu- no chyba że również masz piekarnik gazowy typu Ewa 😉

This slideshow requires JavaScript.

Chleb pszenno-żytni

Pierwszy chleb nie udał mi się wcale a wcale (stąd nie ma go na blogu). Przywarł z siłą Tytana do papieru do pieczenia i aby go skosztować należało wydzióbywać go w blaszki. Bogatsza o popszednie doświadczenia tym razem blaszkę wysmarowałam olejem. Wyszedł smaczny. Nieco niski ale smaczny. Następnym razem będzie lepiej ^^

Jak zrobić zakwas….

Jest to proces trwający parę dni i w porze letniej zaopatrująca naszą kuchnię w muszki octówki- stąd my musimy się zaopatrzyć w preparat neutralizujący je (ja miałam taki do kontaktu). Robi się zakwas  jednak banalnie prosto!!!

Potrzebujesz

  • słoik
  • mąkę żytnią co najmniej 1000
  • wodę

Do słoika wsypujemy 3 łyżki mąki, zalewamy taką samą ilością wody- mieszamy. Odstawiamy na 12 godzin. Po 12 godzinach dosypujemy kolejne 3 łyżki mąki i wodę- mieszamy i odstawiamy. Czynność tą powtarzamy przez4 dni- ja robiłam prawie tydzień- chciałam mieć nieco więcej. Początkowo myślałam że zakwas mi się zepsuł, ale nic z tych rzeczy!  Teraz jego reszta stoi w lodówce oczekuje na kolejną produkcję 😉

Produkcja chleba

Na początek trzeba zrobić zaczyn tj. 12 godzin przed rozpoczęciem produkcji „dokarmić” nasz zakwas mąką i wodą.

Szklankę takiego zakwasu łączymy z 1.5 szklanki mąki ( w moim przypadku pszennej). Dodajemy sól, 2 łyżki oliwy– wyrabiamy. Odstawiamy na 4 godz. w misce co godzinę wyrabiając kulkę parę razy. Po tym czasie wkładamy ciasto do wysmarowanej olejem blaszki i odstawiamy do wyrośnięcia na kolejne 4 godziny- powinno podwoić swoją objętość.

Pieczenie

Pierwsze 10 min pieczemy w 220 stopniach. Następne 40 min w 200 stopniach. Ja górę chleba spryskałam podczas pieczenia obficie wodą- gdzieś wyczytałam że dzięki temu skórka nie jest aż tak twarda ^^- ile w tym prawdy nie wiem =^^=.

Zachęcam do pieczenia chleba- ja się bałam bardzo! Wcześniej miałam już 2 zakwasy które wyrzuciłam (!!!) a diabeł nie okazała się ani trochę straszny!